Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com
Nowe Media/News/Opinie/Od administratorów nie można wymagać prawnie moderacji treści
środa, 17 sierpnia 2011 11:10

Od administratorów nie można wymagać prawnie moderacji treści

Redaktor:  Rafał Cisek

"Prowadzący blog był zobowiązany sprawić, by treść publikowanych w nim wypowiedzi odpowiadała stanowi faktycznemu. Mógł wprowadzić zasadę publikacji komentarzy internautów tylko po uprzednim zalogowaniu" – tak uzasadnił postanowienie wydane w trybie wyborczym Sąd Okręgowy w Tarnowie. To porażka Wymiaru Sprawiedliwości.

 

Stanowisko tarnowskiego sądu podtrzymał Sąd Apelacyjny w Krakowie. Orzeczenie zostało zaskarżone do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przez Helsińską Fundację Praw Człowieka. Sprawę opisała niedawno m. in. Rzeczpospolita (artykuł pt. Kto odpowiada za komentarze w sieci). Niektórzy politycy (również lokalni) coraz głośniej domagają się moderacji treści tworzonych przez użytkowników w ramach web 2.0. Są nawet głosy, które w zasadzie domagają się wprowadzenia cenzury prewencyjnej lub przynajmniej aktywnego filtrowania przez administratorów ex post treści wprowadzanych przez użytkowników portali np. w komentarzach. Sąd w Tarnowie, prowadzący sprawę w przyśpieszonym trybie wyborczym, wyraźnie uległ tym naciskom.

 

Moderacja po fakcie oznaczałaby de facto nałożenie obowiązku filtracji treści przez administratorów. Tymczasem jest to sprzeczne z zasadą ograniczenia odpowiedzialności usługodawców świadczących usługi drogą elektroniczną, którą wprowadza art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (podobne regulacje są w większości krajów UE oraz w USA). Chodzi zresztą nie tylko o ten konkretny artykuł ustawy, ale o jej ratio legis (powód uchwalenia) w ogóle. Prawidłowe realizowanie przez administratora serwisu procedury "notice and takedown" zwalnia go od odpowiedzialności za treści wprowadzone (np. w komentarzach) przez użytkowników. Tak też było według relacji Rzeczpospolitej w przypadku Andrzeja Jeziora, prowadzącego własnego bloga radnego z Ryglic.

 

Oczywiście, powołany artykuł 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, budzi w praktyce wiele problemów, pisałem o tym między innym w tekście pt. Odpowiedzialność za treści w portalach - między teorią a praktyką. Jednak to nie powód by nagle obciążać usługodawców obowiązkiem moderacji czy filtrowania treści. Zresztą trwają pracę nad nowelizacją ustawy, która ma rozwiać wiele wątpliwości, o których wspominałem.

 

Warto też zauważyć, że o ile "z automatu" można a miarę łatwo i bez dużych nakładów finansowo-organizacyjnych wyłapywać konkretne wulgarne czy obraźliwe słowa, o tyle jak dotąd, nie ma skutecznych metod automatycznej analizy treściowej całych zdań i wypowiedzi w języku polskim. Tymczasem treści naruszające prawo mogą nie zawierac slow bezpośrednio obraźliwych, a dopiero kontekst całej wypowiedzi może być np. szkalujący (czy po prostu kłamliwy - a to już w ogóle trudno samemu zweryfikować). Do takiej moderacji "treściowej" konieczne byloby zatrudnienie całej masy ludzi.

 

Pisze o tym w swym oświadczeniu Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska:

Tak jak państwo w celu egzekwowania prawa nie jest w stanie postawić policjanta na każdym rogu, tak operatorzy forów internetowych nie są w stanie sprawdzić każdego wpisu. W przypadku największych mediów internetowych w Polsce automatyczna moderacja wychwytuje wpisy zawierające słowa uznane za wulgarne i je usuwa, ale automatyczna analiza treści wypowiedzi jest na tym etapie niemożliwa. Dobrym przykładem obrazującym skalę zjawiska jest portal społecznościowy NK.pl, gdzie zamieszczane jest każdego dnia 14 milionów komentarzy. Gdyby właściciel platformy chciał zatrudnić wystarczającą liczbę moderatorów, aby każdy z nich mógł poświęcić 1 minutę na przeczytanie i zweryfikowanie, czy każda wiadomość nie narusza czyichś dóbr osobistych, musiałby zatrudnić 41 tysięcy moderatorów (pogrubienie - RC). Forów dyskusyjnych mamy w Polsce dziesiątki tysięcy. Nie sposób więc zignorować wniosku, że tak jak w innych przejawach życia społecznego każdy obywatel jest odpowiedzialny przed prawem za własne czyny. Internet pozwala na niesłychanie precyzyjne docieranie do osób dokonujących swoimi komentarzami naruszeń norm społecznych, więc nie istnieje tu problem z egzekucją obowiązującego prawa.

 

Z kolei ręczna moderacja "treściowa" komentarzy przed ich opublikowaniem nieodparcie kojarzy mi się z cenzurą prewencyjną. Nakład pracy byłby zresztą ten sam co przy filtrowaniu ex post, jednocześnie takie działania można by uznać za sprzeczne z Konstytucją.

 

W tym miejscu warto też przytoczyć opinię Fundacji Helsińskiej złożoną podczas procesu Jeziora, w której instytucja ta próbuje przekonać sąd, że "nadmierna odpowiedzialność administratorów serwisów internetowych może prowadzić do tego, że będą blokować możliwość umieszczania komentarzy przez internautów. Tymczasem są one często ważnym elementem debaty publicznej, zwłaszcza jeśli chodzi o lokalne portale czy blogi". Zatem gra toczy się również o wolność słowa. Czy urażona duma polityków może być od niej ważniejsza?

 

W kontekście poruszanej w niniejszym artykule tematyki, warto również przeczytać:

 

 

Poprawiane: środa, 17 sierpnia 2011 14:42

2 komentarze

  • Odnośnik do komentarzy Rafał Cisek czwartek, 18 sierpnia 2011 21:04 Rafał Cisek napisał/a

    @Wojciech Osławski: Dziękuję za ciekawą wypowiedź i przytoczone interesujące orzecznictwo. Nie podzielam jednak Pańskiego zdania, ani kształtującej się linii orzeczniczej, która jest po prostu contra legem. Artykuł 14 uśude moim zdaniem po prostu wyłącza odpowiedzialność administratora za treści użytkowników, o ile tylko administrator prawidłowo stosuje procedurę "notice and takedown". To, że ustawa jest lakoniczna w zakresie tej procedury (bo co to jest "wiarygodna informacja" i co to znaczy "niezwłocznie"), to inna sprawa. Natomiast nie można przemycać w orzecznictwie jakiegokolwiek obowiązku moderacji czy kontroli treści w stosunku do usługodawcy. Orzecznictwo nie może tworzyć prawa. A ochronę dóbr osobistych jak najbardziej popieram. Ale w momencie stosowania procedur przez administratora (czyli usunięcia treści, zgodnie z wymogami art. 14 uśude), za wpis odpowiada wyłącznie osoba, która go bezpośrednio dokonała. W takim wypadku proszę bardzo - niech osoba, której dobra osobiste takim wpisem zostały naruszone, pociąga do odpowiedzialności bezpośredniego naruszyciela. A nie administratora, bo go chroni ustawa a w szczególności art. 14 uśude. Taka moja opinia, aczkolwiek przyjmuje do wiadomości Pana odmienne stanowisko i dziękuję za podzielenie się ze mną i Czytelnikami swoją opinią w sprawie.

  • Odnośnik do komentarzy Wojciech Osławski czwartek, 18 sierpnia 2011 12:50 Wojciech Osławski napisał/a

    Witam serdecznie;

    Nie mogę zgodzić się, iż w omawianej sprawie wydające orzeczenia sądy uległy jakiejkolwiek presji. Zwracam bowiem uwagę, że rozpatrując sprawę oba sądy musiały mieć na uwadze z jednej strony - wolność słowa i wypowiedzi, z drugiej zaś - ochronę dóbr osobistych poszczególnych osób (zwłaszcza w toku prowadzonej kampanii wyborczej). Rozpatrując zatem konkretny spór, sądy zważyły przeciwstawne racje i przyznały ochronę jednej z nich. Trzeba bowiem pamiętać, iż żadna wolność, w tym także i wolność słowa, nie mają charakteru nieograniczonego. A zatem mimo, iż rzeczywiście wpisy na blogach czy forach internetowych są ważną częścią debaty publicznej, nie mogą one swoją formą czy treścią naruszać dóbr osobistych osób trzecich. Nie można zapomnieć, iż prawo do krytyki poczynań polityków daje o wiele większe możliwość niż gdyby krytyka ta dotyczyła osób niepublicznych.

    Zwracam przy tym uwagę na pomijany w dyskursie wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 18 stycznia 2011 roku (I ACa 544/10). Sąd ten uznał, iż rzeczywiście nie ma prawnego obowiązku monitorowania treści czy to poprzez zatrudnianie odpowiednich pracowników, czy też wprowadzanie oprogramowania. Wskazał natomiast, że „pozwani, jako administratorzy strony internetowej tworząc ją i udostępniając celem prowadzenia dyskusji i wymiany poglądów nie tylko zamieścili ostrzeżenie o moderacji (ingerencji) i usuwaniu wpisów niespełniających określonych reguł, (choć bezsprzecznie nie ciążył na nich taki obowiązek w świetle ustawy), ale też zatrudnili w tym celu pracownika, którego zadaniem było przeglądanie tych wpisów na bieżąco pod tym właśnie kątem. Skoro, zatem tak, a dowodem powyższego jest również szybka reakcja na wpis z dnia 30 listopada 2008 r. i usunięcie go już tego samego dnia (bezsporne), to nie sposób uznać, że nie mieli oni pozytywnej wiedzy o bezprawnym charakterze kwestionowanych wpisów.” Wynika z tego, że wiele zależy od samych moderatorów oraz informacji przez nich zamieszczanych.

    Tym samym, dla zapadłych rozstrzygnięć istotne znaczenie ma stan faktyczny danej sprawy. W całym tym zamieszaniu nie można natomiast zapominać, iż orzeczenia sądów nie są bowiem źródłem prawa ani także nie stanowią wiążącej jego wykładni. Rozstrzygają jedynie konkretny spór w oparciu o dany stan faktyczny.

    Linia orzecznicza w kwestii odpowiedzialności administratorów widocznie skłania się ku ochronie osób, których dobra osobiste naruszone zostały dokonanymi wpisami czy zamieszczonymi informacjami. Zwłaszcza, że w toku procesu to na powodzie ciąży dowód wykazania, że administrator ponosi odpowiedzialność.

    W sprawie dotyczącej blogu zapadły wyrok jest prawomocny, natomiast z jego zdecydowaną krytyką moim zdaniem dobrze byłoby się wstrzymać do momentu opublikowania uzasadnienia. Może ono wnieść nowe argumenty w toczącej się dyskusji dotyczącej moderacji.

    Pozdrawiam serdecznie;

Wypowiedz się

Pamiętaj, że pola oznaczone gwiazdką (*) są obowiązkowe. Podstawowe znaczniki HTML są dozwolone.




Studio Piksel
PolskiProgram.pl