Listopad to czas myślenia o tych, którzy odeszli. Aktywność w mediach społecznościowych (np. Facebook, YouTUBE) i jej cyfrowe „ślady”, to często istotna część spuścizny po zmarłym. Czy należy się nam ona w spadku? Czy istnieje „dziedziczenie cyfrowe”?

Cyfrowe życie, pamiętacie jeszcze Matrix?

Mój ś.p. Tato, Andrzej Cisek, doktor nauk prawnych sędzia (zmarł 8 lat temu w wieku 58 lat), swoje życie w mediach społecznościowych zaczynał jeszcze w czasach popularności Naszej Klasy. Szybko jednak przeszedł na Facebooka, gdy ten zaczął zdobywać również Polskę.

Moja Mama, która powoli zmierza ku siedemdziesiątce nie może żyć bez Facebooka. Jej aktywność jest czasem większa niż moja (a jestem bardzo aktywny, wiedzą o tym moi „znajomi” z Facebooka), czterdziestodwulatka, który dojrzewał równolegle z rewolucją komputerową i informacyjną (a zaczynał w podstawówce w latach 80. od zajęć komputerowych w szkolnej pracowni wyposażonej w mikrokomputery Sinclair ZX Spectrum i ich klona Elwro 800 Junior, który miał być polskim hitem dla edukacji).

Młodsze pokolenia często nie wyobrażają sobie życia bez mediów społeczościowych. Żyją nimi, żyją w nich, czasami żyją dla nich (oraz żyją „z nich” – zarabiając). Jak np. modelki, blogerki / influencerki, które kreują life-style poprzez lansowanie siebie, swojego stylu, wizerunku, używanych w życiu dóbr konsumpcyjnych (ubrania, kosmetyki, gadżety), prawie dosłownie „uploadując” swoje całe życie codzienne, „uploadując” cyfrową kopie siebie i swojego życia. A może to nie kopia a cyfrowe życie to właśnie ich „główne” prawdziwe życie? Którą tabletkę wybierasz: czerwoną czy niebieską? (pamiętacie jeszcze „Matrix”?).

Cyfrowa spuścizna

Tak, więc cyfrowe życie dotyczy praktycznie wszystkich pokoleń (no dobra, mój dziadek 88 lat nie używa Facebooka, ale mniej więcej „jarzy” co to jest Internet, w tym Facebook i inne takie). A to oznacza również, że zmarli pozostawiają dużą część „czegoś po sobie” w formie cyfrowej, np. w formie cyfrowych treści na profilach portali społecznościowych.

Czasami treści te są odtwórcze. Ot „podaj dalej”, „wyszerowany” cudzy filmik z kotkiem (częste „virale”), jakieś memy, głupoty – oczywiście radosna „twórczość” innych internautów.

Czasami treści te, to wyraz siebie… To coś po sobie, to jest COŚ. Czasami obiektywnie. Czasami bardziej w kontekście waloru sentymentalnego dla bliskich. Ale nie jest to cudzy kotek. Jest to np. utwór w rozumieniu prawa autorskiego.

Własny zmontowany film z podróży lub z jakiegoś wydarzenia (zobacz np. moje filmy na DroneFilms.TV – moja pasja to podróże i tworzenie filmów z drona i nie tylko; ostatnio również filmów 360VR), artystyczną etiudę filmową, skecz, przedstawienie dziecka z przedszkola, audycję z własnego vloga, piękne zdjęcie zachodu słońca z ukochaną osobą… A może wiersz? Opinia? Opowiadanie?

Mówimy się m. in. o cyfrowych treściach, które często mogą stanowić utwory w rozumieniu prawa autorskiego, do których prawa osobiste (m. in. „autorstwo”), ale i majątkowe (prawo do korzystania z dzieła na wszelkich polach eksploatacji), ma autor – który np. uzewnętrznił (cyfrowo „zmaterializował”) swój utwór wyłącznie w formie udostępnienia w medium społecznościowym.

Cyfrowa śmierć, cyfrowy testament

No właśnie: co to jest to „coś po sobie”, co zostaje na portalach społecznościowych? Czy te cyfrowe dobra („dobra informacyjne”?), wchodzą w skład spadku po zmarłym i mamy prawo przejąć „cyfrowe dziedzictwo” po naszych bliskich?

Bliscy nie żyją, ale Facebook przypomina mi co roku o urodzinach Taty (konto nie jest in memoriam, ma do niego dostęp moja Mama). Widzimy wpisy po zmarłych. Ich filmy, zdjęcia, wypowiedzi wrzucone w cyfrowy eter. Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz, ale pozostają po Tobie miliardy cyfrowych bitów, które są rozsypane po Sieci niczym cząsteczki prochu po zmarłym rozsypane w miejscu, w którym sobie życzył (sceny znane z filmów amerykańskich, w Polsce niestety nie można robić sobie z prochami po zmarłym to, co się chce).

No właśnie. Najlepiej, gdyby zmarły za życia dał dyspozycje, co zrobić z jego „cyfrowymi prochami”, jego cyfrową schedą, spuścizną. Może wkrótce stanie się to standardem? Może powstaną odrębne portale zajmujące się przechowywaniem ostatniej woli co do cyfrowych szczątków i komasujące miejsca (np. odnośniki, dane dostępowe), gdzie te cyfrowe „jestestwo” po zmarłym się znajduje?

Są jednak problemy natury prawnej w sensie prawa poszczególnych krajów, jak i w sensie postanowień umownych, jakie narzucają nam portale społecznościowe, takie jak Facebook, w swoich regulaminach (ale jak pokazuje wyrok sądu niemieckiego, wspomniany w dalszej części tekstu, można przebić się przez mur prawnych ograniczeń narzuconych nam przez globalne korporacje).

Dziedziczenie cyfrowe

No właśnie, czy jest coś takiego, jak dziedziczenie cyfrowe? Problem coraz częściej poruszany w prasie, ale już dawno sygnalizowany w publikacjach naukowych, jak i na wielu konferencjach, w których miałem przyjemność uczestniczyć (np. konferencje i wykłady organizowane lub współorganizowane przez CBKE oraz m. in. Uniwersytet Wrocławski, Uniwersytet Opolski, a także inne uczelnie zajmujące się prawną, ekonomiczną, jak również społeczną, problematyką komunikacji elektronicznej; prawo komunikacji elektronicznej to zagadnienie zdecydowanie interdyscyplinarne).

W szczególności już w kwietniu 2016 roku, na 2 Forum Prawa Mediów Elektronicznych „Europa Cyfrowa” (TAG: FPME), Prof. Mariusz Załucki zastanawiał się nad „konsekwencją śmierci w systemach teleinformatycznych”. Snuł w tym zakresie arcyciekawe rozważania o cyfrowej schedzie po zmarłych. Co z ich profilami w serwisach społeczościowych i danych pozostawionych w tych serwisach? Powstaje podstawowe pytanie: czy dane w portalach społeczościowych podlegają dziedziczeniu – np. zgodnie z polskim prawem spadkowym? (Zobacz: Relacja z 2 Forum Prawa Mediów Elektronicznych Europa Cyfrowa – FPME, Uniwersytet Opolski).

Jeżeli mówimy zatem o polskim prawie spadkowym, to tu kluczowe są przepisy art. 922 Kodeksu cywilnego (KC). W szczególności zaś:

Art. 922. § 1. Prawa i obowiązki majątkowe zmarłego przechodzą z chwilą jego śmierci na jedną lub kilka osób stosownie do przepisów księgi niniejszej.  

2. Nie należą do spadku prawa i obowiązki zmarłego ściśle związane z jego osobą, jak również prawa, które z chwilą jego śmierci przechodzą na oznaczone osoby niezależnie od tego, czy są one spadkobiercami. (…)

W powyższym kontekście należy się zastanowić jakiego rodzajem jest dobro w postaci profilu w portalu społecznościowym takim, jak Facebook. Do tego oczywiście dochodzi analiza regulaminu portalu. Co do tego ostatniego, jeżeli chodzi o Facebooka, to można konto danej osoby przekształcić w profil in memoriam, co nie znaczy, że spadkobiercy nabywają jakieś prawa. Zupełnie nie. Zwłaszcza, że regulamin Facebooka nie przewiduje możliwości udostępnienia danych do logowania innej osobie.

Można to więc tak interpretować, że według Facebooka następstwo prawne co do profilu i danych w nich zawartych jest niemożliwe.

Tymczasem na koniec 2015 sąd krajowy w Berlinie wydał wyrok właśnie w sprawie dziedziczenia konta na Facebooku. Spadkobierczyni domagała się dostępu do konta córki chcąc wyjaśnić przyczynę jej śmierci. Sąd uwzględnił roszczenie, wskazując, że stosunek prawny między użytkownikiem a Facebookiem jest takim stosunkiem majątkowym, który na mocy BGB (niemiecki kodeks cywilny) podlega dziedziczeniu. Sąd zastanawiał się nad ograniczeniami dziedziczenia (ochrona danych osobowych, tajemnicy telekomunikacyjnej, prawa wynikające wprost z konstytucji), ale doszedł do wniosku, że nie stoją ona na przeszkodzie dziedziczeniu konta Facebooka.

Analogiczne problemy w innych krajach. W wielu stanach USA przyjęto nawet specyficzne regulacje. Konkluzja jest taka, że profil na portalu społecznościowym może stanowić dobro zdatne do dziedziczenia.

Jakie obecnie są poglądy polskich prawników zajmujących się „nowymi mediami”?

Nie ukrywam, że do napisania niniejszego artykułu, zainspirował mnie również ostatni artykuł pt. „Dziedziczenie cyfrowe, czyli komu przypadnie osierocone konto na Facebooku” w: „Prawo.pl”, Jolanta Ojczyk, data dodania: 01.11.2018, data dostępu: 11.11.2018).

Wypowiadają się w nim specjaliści w zakresie prawo e-commerce, prawo nowych technologii, w tym specjaliści w zakresie ochrony danych osobowych, dóbr osobistych, własności intelektualnej (prawa autorskiego). W tym mój Szacowny Kolega Mec. Paweł Litwiński (dr nauk prawnych), specjalizujący się m. in. w prawie prywatności również w aspekcie mediów społeczościowych (jest też jednym w najlepszych ekspertów w Polsce od RODO).

Zauważa on, że oprócz wspomnianej zasady, iż (wg polskiego prawa) dziedziczeniu podlegają tylko prawa majątkowe osoby zmarłej (nie podlegają mu natomiast prawa i obowiązki ściśle związane z osobą zmarłą, tzw. „prawa osobiste”), istnieje również zasada, zgodnie z którą spadek obejmuje także prawa i obowiązki z umów.

„W praktyce te kwestie opierają się wyłącznie na regulaminach poszczególnych dostawców usług, czyli na umowie zawartej jeszcze z osobną żyjącą” – stwierdza dr Paweł Litwiński, adwokat, partner w kancelarii Barta Litwiński.

Równocześnie „Mec. Litwiński zwraca uwagę, że prawo nie nakazuje regulowania takich kwestii, a zatem inne serwisy nie muszą działać jak FB.  – Tymczasem coraz więcej przejawów naszej aktywności jest w sieci i zostaje w niej po naszej śmierci – podkreśla Litwiński. Właściciele portali zaś niechętnie dzielą się dostępem do osieroconych kont” (Źródło: „Dziedziczenie cyfrowe, czyli komu przypadnie osierocone konto na Facebooku”).

Powstaje pytanie czy należy odrębnie uregulować tzw. dziedziczenie cyfrowe. Jak się, okazuje, nie ma w tym względzie jednolitych poglądów wśród polskich prawników.

Mec. Paweł Litwiński, twierdzi, że w grę wchodzą dwie możliwości – albo istniejące obecnie w prawie spadkowym zasady ogólne, albo wskazanie przez daną osobę za życia, posiadacza konta, czy ktoś inny po śmierci ma mieć do niego dostęp. To drugie rozwiązanie krzyżuje się oczywiście z ewentualnymi postanowieniami regulaminu danego portalu społecznościowego. W sytuacji, gdy ten nie dopuszcza takiej możliwości, i tak pozostaje nam powrót do zasad ogólnych i próba uzyskania np. drogą sądową odpowiedniego orzeczenia (o takiej sytuacji pisałem powyżej – orzeczenie Sądu Krajowego w Berlinie).

Ja osobiście skłaniam się ku zasadom ogólnym oraz samoregulacji opartej na tym, iż portale w swoich regulaminach powinny dawać swobodę dysponowania kontem na wypadek śmierci „właścicielowi” danego profilu społecznościowego.

We wspominanym artykule w Prawo.pl, Katarzyna Kloc twierdzi, że jeżeli chodzi o dziedziczenie na zasadach ogólnych, to w przypadku kont osobistych na portalach społecznościowych (w przeciwieństwie ewentualnie do kont firmowych), nie ma takiej możliwości, ze względu, że – jej zdaniem – „Abstrahując, od praw i obowiązków z umów, zawartość konta prywatnych jest ściśle związane z daną osobą i nie ma charakteru majątkowego”.

Nie sposób się moim zdaniem zgodzić z tak kategoryczną opinią, o czym świadczą moje wcześniejsze rozważania powyżej w niniejszym artykule (zobacz: „Cyfrowa spuścizna” – powyżej w niniejszym artykule).

Oczywiście dyskusyjną kwestią jest natomiast ochrona osób trzecich, w szczególności kwestie związane z tajemnicą korespondencji zmarłego z osobami, które wciąż żyją. Ujawnienie pewnych „rozmów” za pomocą komunikatorów w ramach kont społecznościowych może być kłopotliwe dla żyjących „rozmówców” zmarłego. Ale to zupełnie inne zagadnienie.

Mnie osobiście najbardziej podoba się pogląd, który prezentuje Anna Wszołek z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, laureatka Diamentowego Grantu. Jej zdaniem (przedstawionym we wspominanym artykule w Prawo.pl), „wydaje się, że zagadnienie charakteru praw na dobrach cyfrowych zostało odwrócone przez podporządkowaniu „konieczności” ich dziedziczenia. Zamiast określić naturę praw i na tej podstawie określić, czy podlegają one dziedziczeniu, niejako założono a priori, iż powinno się je dziedziczyć, ponieważ mogą przedstawiać one ekwiwalent pieniężny, zatem trzeba wykazać ich majątkowość”.

Jej zdaniem takie rozumowanie jest błędne. – Po pierwsze, nie można traktować dóbr cyfrowych jako jedną kategorię, raczej należy każde dobro badać z osobna. Po drugie,  nadal pozostaje kwestia ścisłego związku z osobą – podkreśla. I dodaje, że różnicę pomiędzy dobrami dobrze widać porównując Facebook i Instagram, który przede wszystkim służy do tworzenia swojego wizerunku.

(Źródło: artykuł pt. „Dziedziczenie cyfrowe, czyli komu przypadnie osierocone konto na Facebooku” w: „Prawo.pl”, Jolanta Ojczyk, data dodania: 01.11.2018, data dostępu: 11.11.2018)

Facbook: wkrótce największy cmentarz (cyfrowy)

Prognozuje się, że przed końcem XXI wieku na Facebooku więcej będzie zmarłych niż żywych. Facebook stanie się największym „cyfrowym cmentarzem” (Zobacz: Facebook to become world’s biggest ‘virtual graveyard’ – with dead users to outnumber the living by 2098).

A przecież to tylko jeden z wielu kanałów cyfrowego uzewnętrzniania się ludzi. Dużo ciekawszych treści być może znajdziemy po zmarłych na YouTUBE, Vimeo, Instagramie, portalach, gdzie można dzielić się cyfrową sztuką (własne filmy, vlogi, fotografia cyfrowa, podcasty, własna muzyka, itp.).

Komentarze