Ostatnio głośno było o klauzulach niedozwolonych w regulaminach sklepów internetowych i nagonce “prokonsumenckich” prawników na drobnych przedsiębiorców prowadzących takie sklepy. Tymczasem Onet i Wirtualna Polska nie posiadają w ogóle regulaminów ogólnych na swoich portalach. Czy to przypadek? A może lepiej nie mieć w ogóle regulaminu w serwisie internetowym?

 

 

Początkowo myślałem, że coś przeoczyłem. Ale nie, na głównej stronie Onetu czy Wirtualnej Polski nie znajdziecie linku do regulaminu. Upewnił mnie w tym konsultant jednego z wymienionych portali, do którego się dodzwoniłem. Zapytawszy o regulamin, od razu spytał o jaką usługę chodzi. Odpowiedziałem, że o żadną. Że chodzi mi o jakiś generalny regulamin świadczenia usług drogą elektroniczną. Dowiedziałem się, że są tylko regulaminy dla poszczególnych, konkretnych usług. Nie ma jakiegoś ogólnego dla całego portalu. Są za to “zasady zgłaszania komentarzy”. Ale link jest widoczny przy formularzu służącym dodaniu wpisu.

 

Opisana sytuacja skłoniła mnie do refleksji. Mając na uwadze bowiem ostatnie incydenty odnośnie regulaminów zawierających tzw. klauzule niedozwolone (tzw. klauzule abuzywne, czyli zapisy naruszające prawa konsumenta), zacząłem się zastanawiać, czy czasem nie jest bezpieczniej prowadzić portal (o dowolnym charakterze – informacyjny, społecznościowy, sklep internetowy, etc.) bez udostępniania jakiegokolwiek regulaminu. Być może to jest bezpieczniejsze z punktu widzenia ewentualnych konsekwencji?

 

Trudno nie domyślić się jak działają “prokonsumenccy” (cudzysłów dałem nie bez powodu) łowcy klauzul niedozwolonych (opis ich ostatnich ich akcji można znaleźć tutaj). Zapewne wpisują typową frazę w Google’a (typu sądem właściwym jest…) i otrzymują wszystko jak na dłoni. Co jednak jak ktoś nie ma w ogóle regulaminu? Jakie są konsekwencje jego ewentualnego braku? Czy trzeba mieć w ogóle regulamin świadczenia usług drogą elektroniczną?

 

Wymóg posiadania regulaminu przez usługodawcę świadczącego usługi drogą elektroniczną wprowadza ustawa z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Zgodnie z jej artykułem 8, usługodawca określa regulamin świadczenia usług drogą elektroniczną, zwany dalej “regulaminem”. Ponadto usługodawca nieodpłatnie udostępnia usługobiorcy regulamin przed zawarciem umowy o świadczenie takich usług, a także – na jego żądanie – w taki sposób, który umożliwia pozyskanie, odtwarzanie i utrwalanie treści regulaminu za pomocą systemu teleinformatycznego, którym posługuje się usługobiorca.

 

Regulamin powinien określać w szczególności:

  1. rodzaje i zakres usług świadczonych drogą elektroniczną,
  2. warunki świadczenia usług drogą elektroniczną, w tym:
    a) wymagania techniczne niezbędne do współpracy z systemem teleinformatycznym, którym posługuje się usługodawca,
    b) zakaz dostarczania przez usługobiorcę treści o charakterze bezprawnym,
  3. warunki zawierania i rozwiązywania umów o świadczenie usług drogą elektroniczną,
  4. tryb postępowania reklamacyjnego.

 

Jak stanowi ustęp 4 powołanego artykułu, usługodawca świadczy usługi drogą elektroniczną zgodnie z regulaminem. Przeglądające jednak omawianą ustawę trudno dopatrzeć się jakichś konkretnych sankcji za brak regulaminu. Jak się podaje w piśmiennictwie, “sankcją na wypadek naruszenia obowiązków z art. 8 ust. 1 u.ś.u.d.e. jest brak związania usługobiorcy tymi postanowieniami regulaminu, które nie zostały mu udostępnione w sposób, o którym mowa w ust. 1 pkt 2. Obejmuje to również postanowienia, które wbrew ust. 3 nie zostały wprowadzone do regulaminu”  (Gołaczyński Jacek, Kowalik-Bańczyk Krystyna, Majchrowska Agata, Świerczyński Marek, Komentarz do ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, Oficyna 2009).

 

Praktycznym sposobem na łowców klauzul abuzywnych, o których działaniach było ostatnio tak głośno (budzą one wiele kontrowersji, w szczególności wątpliwe jest czy aby na pewno stosowane metody mają na celu przede wszystkim dobro konsumenta, czy może raczej dobro portfela osób, które za opisanymi działaniami stoją), może się więc okazać rzeczywiście brak regulaminu w serwisie internetowym. Innym praktycznym sposobem, żeby nie ułatwiać sprawy pseudo obrońcom konsumentów, jest stosowanie dokumentów nie indeksowanych przez google.

 

Ostatni akapit napisałem jednak z pewnymi wyrzutami sumienia. Bo przede wszystkim, usługodawcy powinni jednak dbać o prawa konsumenta. Równocześnie jednak, walczyć o nie, nie powinno się tak, jak to już opisywałem. Być może więc najlepszym sposobem jest po prostu pisać dobre regulaminy. A w razie potrzeby zasięgnąć porady specjalisty.

Komentarze