O granicy ochrony osobistych praw autorskich w Internecie…


KONTEKSTY:

 

W Sądzie
Okręgowym w Poznaniu zapadł niedawno precedensowy w skali naszego kraju wyrok
dotyczący osobistych praw autorskich w Internecie[1].
Chodzi o akwarystyczny serwis

Malawi.pl
(Malawi to trzecie co do wielkości jezioro w Afryce, w którym
kwitnie bujne życie podwodne). Serwis początkowo współtworzyło parę osób. W
pewnym momencie doszło jednak do secesji i grupa pierwotnych twórców
(założycieli) Malawi.pl stworzyła nowe, odrębne przedsięwzięcie – w ramach
domeny

Malawi.org.pl
.  Przy “starym” Malawi pozostał jedynie Krzysztof K., któremu
proces wytoczyła działająca już w ramach nowego serwisu Marzenna K.

Powódka
twierdzi, że po jej odejściu z Malawi.pl, serwis ten nie może już zamieszczać
jej akwarytycznych tekstów, opracowań i tłumaczeń. Powołuje się przy tym w swoim
pozwie na art. 16 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, traktujący o
treści osobistych praw autorskich do utworu. Zgodnie z tym artykułem, „jeżeli
ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w
czasie i nie podlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem, a w
szczególności prawo do: (…) 5) nadzoru nad sposobem korzystania z utworu”. 
Powódka twierdzi – powołując się na orzecznictwo Sądu Najwyższego – że
wspomniana osobista więź twórcy z dziełem jest tak daleka, iż daje podmiotowi
praw autorskich uprawnienie nawet do wstrzymania dalszego rozpowszechniania
dzieła, a więc w istocie do wycofania go z obiegu.

Argumentując dalej, Marzenna K. podnosi, iż co prawda, udostępniła nieodpłatnie
artykuły swojego autorstwa do wykorzystania i umieszczenia na witrynie

www.malawi.pl
, ale takie udostępnienie utworu nie stanowi – jej zdaniem –
„zrzeczenia się autorskich praw osobistych”, w tym prawa do dysponowania własnym
utworem, oraz nie ma charakteru bezterminowego. Równocześnie powódka podnosi, iż
w omawianej sprawie nie zachodzi dozwolony własny użytek osobisty (obejmujący
krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa,
powinowactwa lub stosunku towarzyskiego), skoro do udostępnionej publicznie w
Sieci strony WWW pozwanego  ma dostęp potencjalnie nieograniczony krąg
odbiorców. W związku z powyższym, opierając swe żądanie na art. 78 ust. 1 ustawy
o prawie autorskim i prawach pokrewnych[2],
wobec wycofania swej pierwotnej zgody na prezentowanie swoich utworów na
witrynie internetowej  pozwanego, powódka wniosła o nakazanie Krzysztofowi K.
usunięcia z

www.malawi.pl
artykułów i tłumaczeń autorstwa powódki, oraz o nakazanie
pozwanemu przeproszenia powódki za wykorzystywanie jej utworów, po cofnięciu
danej przez nią wcześniej zgody na ich publikację.

Sąd
Okręgowy w Poznaniu przychylił się do petitum pozwu, nakazując Krzysztofowi K.
usunąć materiały sygnowane nazwiskiem powódki z serwisu Malawi.pl. Kazał również
jemu przeprosić powódkę (co ciekawe i też precedensowe w polskim procesie,
przeprosiny mają być zamieszczone, zgodnie z żądaniem powódki, w Internecie – na
listach dyskusyjnych) oraz zasądził od pozwanego na rzecz powódki 1800 zł
kosztów postępowania.

Pozwany K.
jest rozgoryczony wyrokiem. Twierdzi, że  początkowo razem z powódką – w ramach
dzielenia wspólnej pasji – amatorsko tworzył serwis Malawi.pl, wypełniając go
treścią. Teraz powódka chce tworzyć alternatywny serwis i dlatego wycofuje daną
mu wcześniej zgodę na publikację. Sąd jednak uznał – jak podaje Malawi.org.pl
(czyli “nowe” Malawi) – “że prawa autorskie (…) zostały pogwałcone i że jako
autor ma ona (powódka – RC) prawo chronić swoje prace w wybrany przez nią
sposób”. A zatem również przez wycofanie uprzedniej zgody na zamieszczenia
autorskich materiałów w innym serwisie? Wyrok nie jest prawomocny.

            Tak naprawdę wyrok
jest istotny nie dlatego, że po raz pierwszy chyba w Polsce dotyczy stosunkowo
nowego medium, jakim jest Internet i kwestii ochrony w nim praw autorskich, ale
przede wszystkim dlatego, że Sąd Okręgowy w Poznaniu, uznał, iż autor może w
każdej chwili cofnąć daną wcześniej bezwarunkowo i bezpłatnie zgodę na
publikację (czy raczej – jeżeli mówimy o Internecie – rozpowszechnianie) –
uznając w ten sposób prymat osobistych praw autorskich nad zasadą wywiązywania
się z umów (pacta sunt servanda) oraz bezpieczeństwem i pewnością obrotu
prawnego.

 Czy można cofnąć zgodę na
rozpowszechnianie utworu?

 

To chyba
najistotniejsze pytanie, które zostało postawione na Sali sądowej w omawianym
kazusie. Oto bowiem powódka pierwotnie wyraziła zgodę na „publikację”[3],
a potem – powołując się na swoje interesy twórcze i zawodowe, wycofała swą
zgodę. Czy mogła? Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał, że tak.

Rozważania
na temat opisanego wyżej nieprawomocnego wyroku Sądu Okregowego, należy zacząć
od charakteru udzielonej pierwotnie przez powódkę zgody na „publikację”.

Otóż,
niewątpliwie, w świetle polskiego prawa autorskiego (jak i zresztą
zagranicznego) nie może być w ogóle mowy o zrzeczeniu się osobistych prawa
autorskich. Zgodnie z art. 16 prawa autorskiego jest to niedopuszczalne, skoro
„autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i nie podlegającą
zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem”.

W świetle
ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie mogło  też dojść do
przeniesienia majątkowych praw autorskich do utworów powódki. Bezwzględnie
obowiązujący przepis art. 53 ustawy, stanowi bowiem, że „umowa o przeniesienie
autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem
nieważności”, podczas gdy w omawianej sprawie mieliśmy jedynie do czynienia z
umową ustną, pozwalającą na bezpłatne zamieszczenie dzieł Marzenny K. w serwisie

www.Malawi.pl
(co jest akurat bezsporne w procesie).

Powstaje
więc pytanie o charakter tej zgody, oraz czy rzeczywiście zgoda taka mogła
zostać cofnięta.

Niewątpliwie, jeżeli nie doszło do przeniesienia autorskich praw majątkowych, to
zgodę taką należy uznać za rodzaj bezpłatnej, licencji. Tu powstaje pytanie czy
owa licencja była – jak twierdzi pozwany – rzeczywiście bezterminowa, czy też –
zgodnie z twierdzeniami powódki – w omawianej sytuacji nie może być mowy o
nieograniczonym czasowo zasiągu takiej ustnej umowy.

Zgodnie z
art. 66 ust. 1 pr. aut., „umowa licencyjna uprawnia do korzystania z utworu w
okresie pięciu lat na terytorium państwa, w którym licencjobiorca ma swoją
siedzibę, chyba że w umowie postanowiono inaczej”. Równocześnie ustęp 2.
powołanego artykułu stanowi, że po upływie 5 lat, prawo uzyskane na podstawie
umowy licencyjnej wygasa. Z artykułem 66, koresponduje art.. 68, zgodnie z
którym, jeżeli umowa nie stanowi inaczej, a licencję udzielono na czas nie
oznaczony, twórca może ją wypowiedzieć z zachowaniem terminów umownych, a w ich
braku  na rok naprzód – na koniec roku kalendarzowego, przy czym za licencję
udzieloną na czas nieokreślony, uważa się – w świetle ustępu 2. – licencję
udzieloną na czas dłuższy niż 5 lat[4].

A zatem, w
świetle powołanych przepisów, należy uznać, iż w omawianym kazusie mamy do
czynienia z bezpłatną licencją uprawniającą do korzystania z utworu w okresie
pięciu lat. Dopiero, gdyby umowa została zawarta na okres dłuższy niż 5 lat,
można by uznać, że jest ona zawarta na czas nie oznaczony, co miałoby skutki co
do możliwości i terminów wcześniejszego wypowiedzenia jej przez twórcę.

Skoro więc
Krzysztof K. uzyskał w bezpłatne uprawnienie do bezpłatnego korzystania z
utworów powódki w okresie pięciu lat na terytorium Polski, to na jakiej
podstawie Marzenna K. mogła żądać od niego zaprzestania prezentacji swych
utworów na stronie WWW pozwanego?

Okazuje
się, że prawo autorskie to bardzo silny instrument w rękach twórcy, a ustawowo
usankcjonowana niezbywalna i nieograniczona czasowo szczególna osobista więź
twórcy z jego dziełem została w istocie wyniesiona przez ustawodawcę ponad
generalną zasadę pewności obrotu.  Zgodnie bowiem z art. 56 ust. o pr. aut.,
„twórca może odstąpić od umowy lub ją wypowiedzieć ze względu na swoje istotne
interesy twórcze”. W istocie, uprawnienie to jest niczym innym, jak
skonkretyzowaniem praw osobistych z artykułu 16, a w szczególności prawa do 
nadzoru nad sposobem korzystania utworu, wymienionym jako punkt 5. przykładowego
katalogu uprawnień twórcy o charakterze osobistym. Jak słusznie zauważają Barta
i Markiewicz w swym komentarzu, uznanie charakteru majątkowego uprawnienia z
art. 56 prowadziłoby do zniweczenia jego funkcji, skoro ten „autorski
przywilej”, związany ze szczególnym respektowaniem przez polskie prawo osobistej
więzi twórca-dzieło, mógłby zostać przeniesiony na kontrahenta razem z innymi
prawami majątkowymi.

Jak się
zaznacza, wymieniona regulacja obejmuje zarówno umowy o przeniesienie
majątkowych praw autorskich, jak i umowy licencyjne, o czym świadczy użyte przez
ustawodawcę sformułowanie „nabywca” lub  „licencjonobiorca” jako określenie
kontrahenta twórcy[5].

Najistotniejszą kwestią pozostaje wyjaśnienie nieostrego pojęcia „interesy
twórcze”. Wszakże wymieniony przepis jest w istocie odstępstwem od starej zasady
pacta sunt servanda i jego prawidłowa interpretacja ma ogromne znaczenie
dla pewności obrotu.

Jak się
generalnie przyjmuje, „interesy twórcze” wchodzą w skład pewnych wartości
pozamajątkowych, chociaż – oczywiście – mogą mieć wpływ na sferę majątkową
uprawnionego[6].
Równocześnie należy przyjąć, że interesy te należy odnosić indywidualnie – do
konkretnej osoby, autora, a nie in abstracto (np. oceniając ogólny
interes twórców), co nie przeczy temu, że potrzebna jest pewna obiektywizacja
tych interesów przy jej konkretnej ocenie. Wątpliwości będzie musiał
rozstrzygnąć sąd.

Tak więc
twórca, powołując się na konkretne interesy twórcze, które powinien wskazać,
może albo od zwartej już umowy odstąpić, albo ją wypowiedzieć. Odstąpienie od
umowy lub jej wypowiedzenie następuje poprzez jednostronne oświadczenie woli i
jest skuteczne z chwilą, gdy dotrz ono do adresata w taki sposób, że może on
zapoznać się z jego treścią (art. 61kc).

Różnica w
formie rozwiązania istniejącej umowy jest znaczna. Oto bowiem, odstąpienie
wywołuje skutki wsteczne – ex tunc – czyli powoduje przywrócenie stanu
sprzed zawarcia umowy i powstanie sytuacji, jak gdyby umowa w ogóle nie została
zawarta. Oczywiście, w związku z tym, zgodnie z art. 59 i 494, strony powinny
zwrócić sobie nawzajem wszystko, co od siebie otrzymały z tytułu wykonania
zniweczonej umowy. Oprócz tego kontrahent twórcy ewentualnie może wystąpić z
roszczeniami z tytułu niewykonania umowy.

Z kolei
rozwiązanie umowy ma skutki jedynie na przyszłość (ex nunc).


Następna strona (2/2)


Następna strona



[1]
Wyrok Sądu Okręgowego w
Poznaniu z dnia 6 sierpnia 2002 roku, sygn. akt I.C.548/02.


[2]
Ustawa z dnia 4 lutego
1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych  (Dz.U.00.80.904.), zwana
dalej ustawą lub ust. pr. aut.


[3]
W przypadku witryn
internetowych – formalno-prawnie rzecz ujmując – trudno mówić o publikacji,
skoro zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych, publikacja
to szczególny rodzaj rozpowszechniania, który wiąże się ze zwielokrotnieniem
i publicznym udostępnieniem fizycznych egzemplarzy nośnika, na którym
utrwalony jest utwór – por. art.  6 pkt 1.:  utworem opublikowanym jest
utwór, który za zezwoleniem twórcy został zwielokrotniony i którego
egzemplarze zostały udostępnione publicznie
. W Internecie natomiast –
wobec braku fizycznego nośnika – mamy tak naprawdę do czynienia co najwyżej
z rozpowszechnieniem – art. 6 pkt 3 ustawy: utworem rozpowszechnionym
jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został udostępniony publicznie
.
Pojęcia publikacja i rozpowszechnienie krzyżują się więc, przy czym
rozpowszechnienie jest pojęciem szerszym (każda publikacja jest
rozpowszechnieniem, nie każde natomiast rozpowszechnienie jest publikacją).


[4]
Za taką interpretacją
przemawia interpretacja art. 68 w kontekście art. 66. Zgodnie z przyjętą
doktryną, „postanowienie zamieszczone w ustępie 2 tego artykułu (art. 68 –
RC) nie ma >>charakteru autonomicznegoKomentarz do ustawy o prawie autorskim
i prawach pokrewnych, Dom Wydawniczy ABC, Warszawa 1995 r., s. 68).


[5]
Barta J., Markiewicz R.
[red.], Komentarz …, s. 297.


[6]
Ibidem.

Nowe medium, nowe problemy.

Niejako przy okazji rozważań nad omawianym wyrokiem sądu z Poznania, nasuwa
się kwestia oceny „publikacji” autorskich materiałów w Internecie. Zauważmy
bowiem, że w przeciwieństwie do papierowych publikacji, medium internetowe
wykazuje się swoistą „ciągłością” i rozmyciem granicy między aktualnie
„publikowanym” materiałem, a materiałem opublikowanym wcześniej (archiwalnym),
który dostępny jest przeważnie w ramach danego serwisu w dowolnym czasie i z
dowolnego miejsca w Sieci (on demand – na żądanie). A zatem o ile przy
odstąpieniu od umowy, nie podlega dyskusji, że – jeśli tylko były słuszne
podstawy do takiego odstąpienia – kwestionowany materiał powinien być całkowicie
usunięty z serwisu WWW, o tyle w przypadku wypowiedzenia umowy – można by się
zastanawiać, czy byłoby ewentualnie możliwe jego istnienie – ale tylko w ramach
archiwów serwisu (tzn. w sytuacji, gdy tego typu materiał byłby dostępny tylko w
wydzielonej części archiwalnej, a nie np. z poziomu strony głównej, czy danego
działu tematycznego z aktualnymi informacjami).

Poza tym – w przypadku Internetu – pojawia się problem ewentualnej
odpowiedzialności dostawcy usług internetowych (ISP – Internet Serwis Provider)
czyli właściciela serwera na którym znajdowały się sporne materiały.

Nadużycie prawa?

Na kanwie omawianego kazusu powstaje też pytanie o stosunek cofnięcia zgody
na rozpowszechnianie materiałów autorskich w Internecie do zasad współżycia
społecznego. Rozumiejąc bowiem słuszne interesy autora, należy równocześnie
zadać pytanie, czy czasem wobec odwetowego charakteru cofnięcia licencji, prawo
podmiotowe powódki, zasługuje na ochronę. Wszakże Marzenna K. najpierw udzieliła
zgody na nieodpłatne korzystanie z owoców jej pracy w ramach współtworzonego z
pozwanym projektu www.malawi.pl , a potem w wyniku kłótni, odeszła by stworzyć
konkurencyjny serwis www.malawi.org.pl. Rodzić się może wątpliwość czy
powoływanie się przez nią w procesie na interesy twórcze nie jest, w świetle
okoliczności sprawy, nadużyciem prawa podmiotowego. Artykuł 5 kodeksu cywilnego
stanowi bowiem, że „nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był
sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami
współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest
uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony”. Z drugiej jednak strony,
doktryna i sądy n niechętnie patrzą na próby unicestwiania bezwzględnych praw
podmiotowych za pomocą klauzul generalnych. Mogą one natomiast stanowić pewien
argument posiłkowy, np. przy interpretacji art. 56 i pojęcia „istotnego interesu
twórczego”. Sąd Okresowy w Poznaniu, uznał, iż istotny interes twórczy powódki
zasługiwał na ochronę.

Autorowi wszystko wolno?

Reasumując, należy stwierdzić, że poznański Sąd Okręgowy, w swym orzeczeniu
dał wyraz swoistego prymatu autorskich praw osobistych i idącej za nimi
szczególnej – osobistej, niezbywalnej i nieograniczonej czasowo – więzi autora
ze swoim dziełem, nad bezpieczeństwem obrotu i zasadą pacta sunt servanda. Może
to prowadzić w skrajnych przypadkach do zbytniej absolutyzacji osobistych prawa
autorskich, co nie sprzyja obrotowi własnością intelektualną, szczególnie w
dobie Internetu i postulowanej szeroko swobody i powszechności dostępu do
informacji. Ponadto osłabienie bezpieczeństwa obrotu prawami majątkowymi, może
doprowadzić do wyrządzeniu znacznych szkód wtórnym podmiotom praw autorskich,
które w dobrej wierze – odpłatnie lub nieodpłatnie – nabyli swe prawa. W
konsekwencji – być może – spowoduje to też znaczny spadek wartości tych praw lub
spadek zainteresowania nimi.

© 2002 Rafał Cisek
(HTML ver. 23.09.03)


KONTEKSTY:

Komentarze