Już chyba od co najmniej dwóch lat głośno o Pobieraczku i jego wątpliwym modelu biznesowym.  Został on ostatecznie podważony stosowną decyzją UOKiK. Pobieraczek.pl wciąż jednak ma się dobrze i skutecznie wykorzystuje dezorientację internautów, którzy sądzą, że zapisują się do darmowej usługi.

KANCELARIA PRAWA GOSPODARCZEGO

 

O Pobieraczku pisałem wielokrotnie. O dezorientacji internautów, którzy nie są do końca świadomi, że rejestrując się do serwisu tak naprawdę (wbrew hasłom reklamowym) zapisują się do płatnej, a nie darmowej usługi. O tym, że Pobieraczek.pl chce nawet egzekwować swoje opłaty od rodziców małoletnich dzieci. I o tym, że tak naprawdę właściciel serwisu wcale do sądu z pozwami się nie kwapi – zazwyczaj poprzestaje na “straszeniu”.

 

Ostatecznie w wyniku rekordowej liczby skarg, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że Pobieraczek.pl stosował nieuczciwą praktykę, reklamując swoje usługi hasłem 10 dni pobierania za darmo, podczas, gdy w rzeczywistości pobieranie plików mogło odbywać się tylko odpłatne. Zdaniem UOKiK było to wprowadzanie w błąd, dlatego w marcu zeszłego roku Urząd nałożył na spółkę Eller Service s.c. grzywnę i zakazał jej dalszego stosowania takich praktyk.

 

Nie się właściwie nie zmieniło

 

Co z tego, skoro niewiele się niestety zmieniło. Użytkownicy serwisu Pobieraczek.pl nadal dostają wezwanie do zapłaty. Co więcej, kwota jest dokładnie taka sama, jak przed nałożeniem kary przez UOKiK. I tak, użytkownicy, którzy dokonali rejestracji w serwisie i nie zrezygnowali w ciągu 10 dni z “usługi” świadczonej przez serwis, muszą zapłaci 94,80 zł. Kwota ta jest “należna” niezależnie, od tego czy użytkownik faktycznie korzystał z jakichkolwiek usług Pobieraczka (wystarczy sama rejestracja – choćby z ciekawości).

 

Pobieraczek.pl twierdzi, że dostosował się do decyzji Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W praktyce polega to na tym, że obecnie, zgodnie z regulaminem, opłata za rok z góry nie obejmuje okresu bezpłatnego testowania, dzięki czemu slogan “10 dni pobierania bez opłat” (wcześniej było “10 dni pobierania za darmo”), teoretycznie – z punktu widzenia formalnego – jest prawdziwy. W samym regulaminie jest jednak wciąż mowa tylko o zwrocie opłaty za okres “testowania” w przypadku odstąpienia od umowy w ciągu 10 dni  (co wcześniej oznaczało, że w przypadku braku odstąpienia, opłata opierała również okres “testowania za darmo” był objęty naliczoną opłatą). Dopiero w Załączniku Nr 2 “Cennik” dodano “na prędce” po decyzji UOKiK po cenie każdego z pakietów cenowych “wyjaśnienie”: “opłata pobierana jednorazowo za cały okres świadczenia usługi poza okresem Bezpłatnego Testowania”.

 

Czy jednak o to naprawdę chodziło? Przecież wiadomo, że problem polega w automatycznym przedłużaniu “darmowej” usługi w usługę płatną. A nie na tym, czy te 10 dni są wliczone w cenę, czy nie są. W tym kontekście warto przytoczyć orzeczenie Sądu Okręgowego w Warszawie – Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z dnia 19 kwietnia 2005 (sygn. akt XVII Amc 23/05).  Sąd ten uznał za zabronione  stosowanie w umowie klauzuli o treści: “Automatyczne przedłużenie na kolejne 12 miesięcy następuje z dniem zakończenia ważności poprzedniej umowy, pod warunkiem nie złożenia w tym dniu rezygnacji.”

 

Oczywiście, Pobieraczek zapewne powie, że u niego nie są dwie umowy, tylko jedna – tyle, że z prawem odstąpienia. Tylko, że wtedy nie powinien prawa odstąpienia reklamować jako darmowej usługi “testowania”. Bo to nie jest testowanie, tylko prawo do odstąpienia od umowy zawartej na odległość, które gwarantuje Ustawa o ochronie niektórych praw konsumentów oraz odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, na którą serwis sam się powołuje, dodając na końcu regulaminu wzór oświadczenia o odstąpieniu od umowy.

 

Mailowe wezwanie można podważyć

 

Pobieraczek wysyła wezwania mailem. Zapewne chodzi o praktycznie zerowe koszty (w porównaniu z kostzami druku, kopertowania i nadania poleconego). Tymczasem takie wezwanie nie ma zbyt dużego znaczenia z punktu widzenia prawnego (dowodowego). Samo wysłanie maila o niczym nie świadczy i nie da się takiej formy wezwania porównać do nadania listu poleconego. Z łatwością można bowiem podważyć fakt dotarcia do wiadomości wysłanego maila do adresata (w moim przekonaniu to nadawca musi udowodnić, że mail dotarł do dłużnika, co niewiele ma wspólnego z samym wysłaniem go na jakiś tam adres mailowy).

 

Przedsądowo wzywa się do zapłaty, żeby potem wykazać przed sądem, że dłużnik odmówił dobrowolnej zapłaty i pozew stał się konieczny. W przypadku bowiem, gdy okaże się, że pozwany nie dał powodu do wytoczenia sprawy i uznał żądanie pozwu przy pierwszej czynności procesowej, sąd obciąży kosztami procesu powoda (a nie pozwanego – pomimo uwzględnienia powództwa). Stosowanie wezwań e-mailowych być może więc tylko potwierdza tezę, że Pobieraczek wcale do sądu się nie spieszy. Liczy natomiast na “dobrowolne” wpłaty.

 

Straszenie prokuraturą a prawo do anonimowej usługi

 

Co ciekawe, Pobieraczek w wezwaniach “informuje”, że w razie, gdyby się okazało, że podane przy rejestracji dane osobowe nie były prawdziwe, zgłosi do organów ścigania fakt popełnienia oszustwa. Poniżej cytat z jednego z wezwań:

 

Przypominamy, że podawanie fałszywych danych osobowych mających na celu wprowadzenie w błąd drugiej Strony umowy stanowi przestępstwo oszustwa zagrożone karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Jeżeli podczas rejestracji podali nam Państwo fałszywe dane osobowe (otrzymamy wtedy zwrot listu z pozwem) o popełnionym przestępstwie niezwłocznie zawiadomimy właściwe organy ścigania. Do identyfikacji posłuży nam adres IP, z którego nastąpiło zawarcie umowy oraz jej dokładny czas i data. Polscy usługodawcy internetowi mają obowiązek zapisywania, który z klientów o danej porze korzystał z danego adresu IP, właśnie na wypadek ewentualnych przestępstw lub wyłudzeń dokonanych przez klientów.

 

Jestem ciekaw jak się ma powyższe, do zapisów art. 20-22 Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną i prawie do anonimowej usługi. Jakoś we wszystkich “cywilizowanych” serwisach hostingowych można się zarejestrować pod dowolnymi danymi – choćby pod pseudonimem. No, ale to zapewne wynika z modelu “biznesowego” Pobieraczka. W serwisach typu Rapidshare czy polskim Chomikuj zazwyczaj ma się darmowe konto (z niskim transferem) bez żadnych zobowiązań, natomiast jak chcesz mieć usługę premium, to po prostu płacisz z góry – dopiero wtedy jest uruchomiona usługa.  I nie ważne kto i czym płaci (przelew, sms premium, etc). Nie trzeba potem nikogo ścigać, więc nie jest ważne co wpiszesz przy rejestracji. Jak wiadomo jednak ideologia Pobieraczka jest inna. Dlatego tak bardzo zależy mu na prawdziwych danych: przecież wiadomo, że większość rejestrujących nie jest świadomych konsekwencji finansowych swych działań (co, oczywiście – przynajmniej po części – jest też ich winą), więc i tak trzeba będzie ich “ścigać”.

 

Zarabianie na granicy prawa

 

Zarabianie w internecie na granicy prawa to niepokojące zjawisko – również w Polsce. Niestety, jak się okazuje, ani działanie organów ścigania (choćby sprawa serwisu e-zapachy) ani wymiaru sprawiedliwości czy odpowiednich organów (UOKiK) nie jest w stanie go poskromić. Powstaje pytanie, czy potrzebna jest stosowna legislacja, czy może jednak aparat państwowy powinien po prostu działać bardziej skutecznie na kanwie już obowiązujących przepisów. Ja opowiadam się raczej za tą drugą opcją, bo myślę, że zbyt kazuistyczna regulacja nie jest zazwyczaj dobrym rozwiązaniem. Poza tym przede wszystkim: edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. Krzewienie świadomości, że zanim się zarejestrujesz i “poklikasz” na jakiejś stronie, to może warto najpierw dokładnie przeczytać regulamin. Dotyczy to zwłaszcza rejestracji z potwierdzeniem na maila (w innych przypadkach można podważać fakt zawarcia umowy – przeczytaj: Wypełnienie formularza na WWW nie jest chwilą zawarcia umowy on-line).

Komentarze